Błędy w decyzjach RPP kosztują rodziny w Polsce mniej, niż by mogły.
Nasza gospodarka radzi sobie lepiej, niż wydawało się rok temu o tej porze. Radzi sobie nawet lepiej niż wydawało się pół roku temu. Mocniejszy jest popyt Państwa, czyli konsumentów, mniej spada eksport i oraz szybciej rośnie produktywność pracy. Te dobre wiadomości zazwyczaj oznaczałyby … wzrost presji inflacyjnej.
Tymczasem inflacja bazowa zaskakuje pozytywnie i to systematycznie. Inflacja bazowa to miara, która obejmuje ceny w tej części Państwa wydatków, które w niewielkim stopniu zależą od czynników zewnętrznych. To nie żywność, gdzie susza w północnej Afryce od razu widoczna jest na półkach, nie ma też cen energii. Są tylko takie zwykłe dobra (np. tornister albo samochód) oraz pełne spektrum usług, w tym zupełnie codzienne (transport publiczny, abonament telefoniczny) i od święta (wakacje, ubezpieczenie). Łącznie inflacja bazowa to ok. 50% Państwa wydatków średniomiesięcznie.
I to ta właśnie część cen zaskakuje nas pozytywnie. Nadal rośnie ponad trzy razy szybciej niż normalnie! Ale jest obecnie o ok. 0.8 punktu procentowego niższa niż analitycy NBP sugerowali w modelu. I choć popyt jest silniejszy niż zakładali, to model, którego używaja ma dwie ważne cechy.
1️⃣ Zakłada stopniowe nieznaczne osłabienie kursu walutowego, a ten się ustabilizował do euro i znacznie umocnił do dolara. Dlatego ceny części usług transportowych i turystycznych oraz telefonicznych mogły rosnąć wolniej, niż się wydawało. Też przy tych cenach siła popytu w Polsce nie ma aż takiego znaczenia. Jeśli czując moc portfela Polacy częściej niż zakładano zaczną kupować usługi streamingowe, żaden producent / dostawca nie zacznie podnosić ich cen, tylko z radością wypłaci premie za przebicie wyniku. Nieco mniej jest to prawda przy turystyce, itp. — próbuję tylko zobrazować część tego efektu.
2️⃣ Projekcja inflacji bazowej nie zależy w modelu od popytu, a od zachowania produktywności pracy. Zachowanie produktywności pracy też troszkę zaskoczyło, ale — co ważniejsze — jak na razie rodziny w Polsce większą niż zazwyczaj część zarobków przeznaczają na oszczędności niż na konsumpcję. Zaś z produktywnością jest trochę tak, żę analizy NBP muszą zgadnąć nie tylko płace, ale też jak będzie się zmieniała jej wydajność *oraz* jak będzie się zmieniał udział przemysłu i usług w gospodarce. Bo w modelu nie ma osobno przemysłu (silniej powiązanego z koniunkturą gospodarczą u naszych głónych partnerów handlowych) i usług (których rola się bardzo w naszej gospodarce zmienia, a charakterystyką bardzo się różni).
Czemu model jest pod tym względem taki dziwny? Czemu nie ma w nim wprost popytu rodzin w Polsce na przykład na usługi? I wprost rozróżnienia przemysłu i usług?
Ten wybór miał głęboki sens w gospodarce, w której powstawał ten model. Czyli … w 2011 roku 👉 https://nbp.pl/polityka-pieniezna/projekcja-inflacji-i-pkb/model-makroekonomiczny-necmod/
Miłego piątku z tą refleksją
