Często się drwi, że bankowość centralna to konserwatyzm wcielony. I rzeczywiście. W wielu rozmowach z analitykami, dziennikarzami — czy po prostu z Państwem widzę taką potrzebę, żeby już było „dobrze”. Ta potrzeba motywuje wszystkie optymistyczne ujęcia, że może to, a może tamto i że już się wydawało, że jest lepiej. Nawet analitycy przodują w proponowaniu szczególnie korzystnych scenariuszy rozwoju sytuacji, a następnie opowiadają o nich z taką pewnością, jak by się już wydarzyły.
I nawet nie chodzi tylko o to, że bankowiec centralny, to ten człowiek co wynosi poncz w samym środku imprezy. 🍹 Chodzi też o to, że to ten człowiek, który ani pierwszej ani drugiej jaskółki nie bierze szczególnie do serca. A tłumacząc na bardziej techniczny: jako pierwszy dostrzega zagrożenia i jako ostatni szanse.
Anna Cieslak ze współautorami sprawdza, czy za tym wzorcem idą czyny. 🔍
🔸 Badają to oczywiście w USA. Mogą to tam zrobić, bo transkrypcje z posiedzeń FOMC są publicznie dostępne.
🔸 Udostępnione wypowiedzi wszystkich członków FOMC wygłoszone podcas poszczególnych posiedzeń poddają analizie tekstowej i identyfikują, czy na danym posiedzeniu, przed podjęciem decyzji, przedstawiano argumentację opartą o niepewność co do przyszłego zachowania zmiennych makroekonomicznych (np. inflacji) i jak często.
A potem już z górki, bo można sprawdzić, czy decyzje FOMC, po skontrolowaniu o masę innych czynników, reagują na tak zidentyfikowaną niepewność co do przyszłości.
💹 Większa zwerbalizowana podczas dyskusji skala niepewności co do przyszłej inflacji przekłada się na wyższe stopy procentowe FOMC.
💹 Innymi słowy: obawa inflacji — jeszcze nim ona się faktycznie zmaterializuje — kierowała decyzjami FOMC w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.
Całe badanie dostępne jest tutaj: https://sekhansen.github.io/pdf_files/mp_uncertainty.pdf
