Podczas licznych paneli w niedawnych Europejskie Forum Nowych Idei, European Economic Congress (Europejski Kongres Gospodarczy) usłyszałam wiele pozytywnych słów na temat #PPK.
I nie umiem tego zrozumieć.
Rozumiem argument „na bezrybiu i rak ryba”: lepiej, żeby oszczędzać na starość niż nie, a nadmiaru dobrych opcji nie ma więc trudno mieć pretensję do naszych współobywateli, że w natłoku życiowych wyzwań nie dokładają dodatkowego wysiłku, żeby się z PPK wypisać.
Ale nie umiem zrozumieć, dlaczego z tej dość defensywnej obserwacji robić pozytywną opowieść: PPK nie jest systemową odpowiedzią na niskie przyszłe emerytury.
▫️ Skala jest za mała. Tj. składka jest za mała, by indywidualnie PPK cokolwiek faktycznie rozwiązywało. To plasterek.
▫️ Za mało osób to ma. Co prawda oficjalna komunikacja huczy, że uczestniczy w PPK ok. 60 proc., ale taki trzeci rodzaj prawdy. W programie oszczędza ok. 4,3 mln osób. W relacji do ok. 15 mln pracujących w gospodarce narodowej daje to mniej więcej 28 proc.
▫️ Nie jest to produkt emerytalny, lecz skarbonka, którą łatwo rozbić (tj. wyciągnąć z niej pieniądze bez żadnego kłopotu) i bez gwarancji możliwości zakupienia anuitetu po przejściu na emeryturę.
▫️ Co gorsza, dookoła nietrudno znaleźć fajniejszą skarbonkę: PPK biją na głowę zwykłe TFI, a nawet ETF na giełdę krajową, europejskie i amerykańskie. Na prostym darmowym rachunku maklerskim w banku bez żadnej wiedzy o finansach i opłat można samemu zarobić — uwaga! — cztery razy więcej niż w PPK.
▫️ A gdyby tego wszystkiego było mało, to jeszcze ten system redystrybuuje całkiem odwrotnie niż Robin Hood: uczestnicy (otrzymujący dopłaty z budżetu) mają przeciętnie wyższe płace niż pozostali (którzy nie uczestniczą, a którzy się na te dopłaty w składkach zrzucają).
Miłosiernie zmilczę masę ściem w komunikacji o PPK, uskutecznianych także przez odpowiedzialne za nie instytucje publiczne (przykład: wliczanie dopłat pracodawców i z budżetu do „zwrotu” z wkładu pracownika).
Mamy rozwiązanie przedstawiane jako powszechne, które działa selektywnie i słabo. PPK jest za małe, transferuje środki publiczne od (umownie) biednych do bogatych, jest nieefektywne finansowo, nie oferuje annuitetu i jest obejmuje z grubsza co czwartego przyszłego emeryta (i emerytkę). Nawet przy dużej dozie dobrej woli trudno przypisać mu jakikolwiek walor! Nie rozumiem, po co udawać, że jest czymś więcej.
I nawet ustawodawca uważał od początku PPK za kulawą kaczkę, bo wystarczy mieć w zakładzie pracy PPE (nawet jeśli niemal nikt do niego nie należy), żeby być zwolnionym z obowiązku prowadzenia PPK.
Nie twierdzę, że dla pojedynczej osoby to zawsze zły wybór. Zrobiliśmy w GRAPE wiele lat temu raport, że indywidualnie uczestnictwo może być całkiem racjonalne. Ale czym innym jest racjonalny wybór jednostki, a czym innym adekwatna polityka publiczna. Dlatego nie umiem się zachwycać PPK.
Skąd zachwyt u innych? Rozumiecie to Państwo?
#blackout #RPP #finanse #emerytury
