Skip to main content

Od czerwca 2025 r. zmienił się system raportowania ofert pracy. I to ma KOLOSALNE znaczenie.

Co dokładnie się zmieniło – i dlaczego to obniża raportowaną liczbę ofert?

🔹 Przejście na nowy system (ePraca)

Przed reformą oferty można było kierować na rozmaite sposoby, też osobiście, emailem, itp — zależało od urzędu pracy. Po reformie trafiać muszą do nowej, scentralizowanej platformy ePraca. Potrzebny jest profil zaufany lub ePUAP. Nowe procedury, nowe obowiązki techniczne = okres dostosowawczy, nie każdy rekrutuje regularnie. Efekt? Część ofert pojawi się z opóźnieniem, a wiele w ogóle nie trafi do ePracy => obniżona miara wakatów.

🔹 Zmiana sposobu agregowania danych

Przed reformą nie było jak sprawdzić, czy ta sama oferta nie pojawia się w kilku urzędach (np. w mieście i powiecie lub powiatach okolicznych). Teraz to niemożliwe, bo oferty są w ePraca. Część ofert wcześniej mogła być zduplikowane, dziś nie => obniżona miara wakatów.

🔹 Nowy obowiązek dla podmiotów publicznych

Przed reformą zgłaszanie ofert przez podmioty publiczne miało charakter praktyczny. Po reformie procedury zostały doprecyzowane. W praktyce oznaczało to często wstrzymanie publikacji do czasu uporządkowania procedur. Efekt: mniej ofert z podmiotów publicznych, przynajmniej przejściowo.

Oczywiście koniunktura również ma znaczenie. Ale spadek widoczny bezpośrednio po 1 czerwca 2025 r. nie może być analizowany w oderwaniu od zmiany systemowej, która sama w sobie obniża raportowaną liczbę ofert.

Mało znany fakt 😎

‼️ Przed reformą do powiatowych rejestrów trafiało ok. 10% ofert pracy. ‼️

W niektórych powiatach były to prawie wyłącznie oferty pracy subsydiowanej (np. staże, zatrudnienie interwencyjne, itp.). Po reformie trafia … jeszcze mniejszy odsetek.

Absolutnie NICZEGO nie mówi nam to o faktycznej liczbie wakatów. Po prawdzie, przed reformą też niewiele mówiła. 🤕

A co z innymi źródłami danych? Jedyna dostępna alternatywa to zbierane przez BIEC oferty pracy online. Może to lepsze źródło? Dla niektórych segmentów pewnie tak, ale do obrotu online trafia ogólnie kilka procent ofert pracy (tj. deklaruje korzystanie z nich kilka procent pracodawców w Polsce). I mogę przyjąć z łatwością, że wśród LinkedInowców jest to znacznie częstsze, ale ogólnie w gospodarce mnóstwo miejsc pracy ogłasza się w prasie lokalnej i przez współpracowników. A większość osób znajduje pracę przez znajomych i rodzinę.

Zanim uznamy spadki liczby ofert w urzędach pracy za dowód „kurczenia się rynku pracy”, warto zrozumieć skąd się bierze ta statystyka i jak ma się do realnych procesów na rynku pracy. W każdym razie takie jest moje podejście do danych…

A konstruktywnie? W wielu krajach dane o liczbie ofert pracy są fajne, wiarygodne, dostępne z niewielkim opóźnieniem i obejmują cały rynek pracy a nie jego specyficzne segmenty. To nie lot w kosmos. Przez przykład mamy dowód, że da się to zrobić 🤓.