Skip to main content

Marianna Kudlyak sprawdza co się dzieje z ceną pracy w cyklu koniunkturalnym i jakie ma to implikacje dla zatrudnienia. Historycznie, debata była gorąca: Keynes i neoklasyczni ekonomiści z lat 30. XX wieku argumentowali, że realne płace spadają w boomach, bo ceny rosną szybciej niż płace nominalne. Ale w danych od lat 1980. płace realne tylko czasem rosną w boomach, za to nieczęsto spadają w recesjach, co pogłębia spadki zatrudnienia w tych okresach. Wydawało się, że wyjaśnieniem są tzw. sztywności: np. w Polsce nie można obniżyć wynagrodzenia bez wypowiedzenia zmieniającego.

Ale czy napewno? Marianna Kudlyak pokazuje, że myląca jest „przeciętna płaca”! Średnia mało spada w recesjach i mało rośnie w boomach, ale nie na nią powinniśmy patrzeć!

➡️ W recesjach pracę częściej tracą pracownicy z niższymi płacami. Przeciętna płaca może rosnąć, choć płace indywidualnych pracowników spadają.

➡️ Płace nowo zatrudnianych pracowników (job changers) zmieniają się znacznie bardziej z cyklem koniunkturalnym niż pracowników w trwających stosunkach pracy (job stayers).

Marianna Kudlyak wprowadza koncepcję kosztu użytkowania pracy (user cost of labor) jako różnicę między oczekiwaną zdyskontowaną wartością wynagrodzeń, które mają być wypłacone pracownikowi zatrudnionemu teraz, a oczekiwaną zdyskontowaną wartością wynagrodzeń, które miałyby być wypłacone, gdyby ten sam pracownik został zatrudniony w kolejnym okresie.

Koncepcja ta uwzględnia nie tylko bieżącą płacę, ale całą przyszłą ścieżkę wynagrodzeń w ramach danej relacji pracownik-firma. Obejmuje także prawdopodobieństwo rozstania się z pracownikiem.

W danych dla USA gdy stopa bezrobocia rośnie o 1 punkt procentowy:

🎯 płace nowo zatrudnionych pracowników są pro-cykliczne: spadają o 2,35%;

🎯 a koszt użytkowania pracy jest znacznie silniej pro-cykliczny: spada o około 4,21% do 5,32%, czyli dwukrotnie (!) silniej.

Jeśli firma zatrudnia w dołku cyklu, gdy płace są niskie, to niższa jest nie tylko bieżąca płaca, ale także przyszła ścieżka płac. To obniża koszt użytkowania pracy. W boomie jest odwrotnie. Za to trwające umowy o pracę „wygładzają” płace, by uniezależnić je od wahań cyklu koniunkturalnego. Czyli płace są tak naprawdę silnie procykliczne, ale nie widzimy tego patrząc w przeciętną.

W Polsce dodatkowo duże znaczenie mają także tzw. elastyczne składniki wynagrodzeń: ponad 30% pracowników otrzymuje dodatki za wyniki, których wysokość można dostosowywać w cyklu koniunkturalnym.

Wniosek? Silna procykliczność kosztu użytkowania pracy sugeruje, że sztywność płac nie może być główną przyczyną cyklicznych wahań zatrudnienia.

Tekst dostępy tu 👉https://doi.org/10.1257/jep.38.2.159

A czy w Państwa firmach wynagrodzenia nowych pracowników szybciej reagują na cykl niż u 'stałych załogantów’? I co z premiami?