Tylko co z tego?
Weźmy wstępny szacunek inflacji za czerwiec. Główny Urząd Statystyczny podało 4.1% w porównaniu do ubiegłego roku (dziś będzie publikacja danych końcowych).
Tylko, że te 4.1% to średnia z MINUS 10% na paliwach i bardzo pozytywnych wartości dla żywności, niektórych towarów i usług.
Za lipiec średnia będzie wyglądała jeszcze lepiej, ale z powodów czysto statystycznych: rok temu w lipcu częściowo odmrożono ceny energii, więc ten „ponadnormatywny” wzrost rok temu znajdzie swoje niemal lustrzane odbicie w „ponadnormatywnym” spadku w obecnym roku.
Ale ta najprawdopodobniej niższa niż w czerwcu miara inflacja nie jest niestety dowodem na ustabilizowanie procesów cenowych.
Mamy nadal fundamentalnie nieustabilizowane procesy cenowe. Normalnie w danych są grupy produktów, których ceny rosną szybciej niż wskaźnik ogólny. Ale teraz takich grup produktów jest o połowę lub drugie tyle więcej niż „normalnie”. To dotyczy tak żywności, jak i produktów i usług należących do koszyka inflacji bazowej.
Na koniec osobiste wyznanie: gdy brałam się za analizę danych miesięcznych, nie sądziłam, że wyjdzie aż tak, jak w tej analizie. I dwa razy sprawdziłam obliczenia…
